Ile to było koncertów, z których wpierw rwało się merch, niżeli wydawnictwa
Abstrahując od motywacji niektórych ludzi i w żaden sposób ich nie szkalując (gdyż samemu miało się/ma takie "występki" na sumieniu), przeżywanie muzyki na żywo jest czymś zupełnie innym niż odsłuchiwanie materiału z taśmy, cd albo winyla, a atrakcyjne dodatki kuszą metal maniacs równie mocno co błyskotki srokę.
Brak pomysłu na wieczór, ciekawość nowych wrażeń, mniej lub bardziej poważne poczucie "ważności" gigu czy chęć spotkania się i przechylenia niejednego kielicha z zaprzyjaźnionymi mordami do absolutnego człowieczego upodlenia - różne czynniki pchają człowieka na koncert zespołów, których nazwy niewiele mu mówią.
Niekoniecznie z powodu bycia jakimś "pozerem", co prędzej z nienadążaniem za zmieniającymi się trendami/siedzeniem w sprawdzonych, oldskulowych klimatach czy nieco odmiennych preferencji - trudno być w dwóch miejscach naraz.
Podobnie rzecz miała się ze mną w trakcie lipcowego koncertu Impetuous Ritual i Ascended Dead w łódzkim klubie Magnetofon, na który zaciągnął mnie kumpel.
Nie pamiętam już zbytnio supportów (zapewne przez ciekawiej spędzony na degustacji różniastych trunków czas), a będący headlinerem pierwszy z wymienionych zespół (którego członków sceniczny imaż to występowanie w samych majtach) jakoś nie przypadł mi do gustu (zarówno z wymienionego powodu oraz zwyczajnego zmęczenia).
Zaskoczył mnie mile jednak Ascended Dead, którego muza wówczas rozłożyła mnie na łopatki.
Kupiłem wówczas pod wpływem także emocji metalowego pina (który zdobi moją ramoneskę) a stosunkowo niedawno trafiła mi się kaseta z ich debiutem z 2017 roku.
To wydawnictwo będzie tematem dzisiejszej recenzji (i myślę, że wielu czytelników ucieszy).
Informacje o zespole i płycie
Grupa Ascended Dead istnieje od 2011 roku i z przerwami urzęduje w San Diego.
Ma w swoim dorobku demo, ep-kę, dwie kompilacje, omawianego pełniaka oraz live album.
Muzykę wykonywaną przez kapelę można określić jako death metal, lecz jest on zupełnie inny niż w pierwotnym rozumieniu gatunku (który swoją drogą poprzez takie kapele nieco ewoluował).
Nazwałbym go w swoisty sposób uduchowionym - może również za sprawą tematów warstwy lirycznej, które oscylują wokół ciemności, demonów, chaosu czy fantazji - tematów mimo wszystko jednak nieco bliższych kapelom black metalowym.
Abhorrent Manifestation ukazał się w 2017 roku, liczy sobie 10 utworów (w tym jeden cover) składających się na około 37 minut łojenia.
Lista utworów prezentuje się następująco:
- The Promised Land
- Bloodthirst
- Perdition
- Esnared to Eternity
- Dormant Souls
- Subsconscious Barbarity
- Fissure Of Chaos
- Dawn of Armageddon
- Last Ritual (Possessed cover)
- Inexorable Death
źródło: metallum
Płyta ukazała się na cd, kasecie i winylu nakładem amerykańskiej Dark Descent Records (na terenie USA) lub Invictus Productions mającej siedzibę w Dublinie (na terenie Europy)
Zespół tworzą niezwykle płodni muzycy (z powodu równoczesnego członkostwa w niezliczonej ilości podobnych grup), których pseudonimy (które mówią w ch.. dużo) i funkcje prezentują się następująco:
- JR - gitara i wokal
- IL- gitara
- JA - bas
- CK - perkusja
Opinia o zawartości muzycznej oraz ocena ogólna
Debiut Ascended Dead jak przystało na rzyg nowej szkoły death metalu, nie jest grany na jedno kopyto (co nie znaczy oczywiście, że pionierzy kładli lachę na robotę).
Utwory prezentują wysoki poziom instrumentalny i owszem, są z naturalnych przyczyn miejscami do siebie podobne, lecz nie czyni to materiału nudnym, choć każdorazowy odsłuch nieco delikatnie obdziera kapelę z tej mistycznej, demonicznej mgły.
Przyjemnym przerywnikiem pośród bestialskiego łomotu w klimatach Sadistic Intent czy Teitanblood jest instrumentalne Dormant Souls.
Jeśli chodzi o cover Possessed - słychać, że utwór jest autorstwa kogoś innego (tzn. nie AD), jednak jest ona tyle fajnie zagrany, że moim zdaniem nabrał nowej jakości (czy lepszej? nie polemizuję ani w tę ani w tamtą stronę).
Płyta robi bardzo dobre wrażenie, a kapela (wnioskując po własnym doświadczeniu) jeszcze lepiej wypada na gigach.
8,5/10
Utwory prezentują wysoki poziom instrumentalny i owszem, są z naturalnych przyczyn miejscami do siebie podobne, lecz nie czyni to materiału nudnym, choć każdorazowy odsłuch nieco delikatnie obdziera kapelę z tej mistycznej, demonicznej mgły.
Przyjemnym przerywnikiem pośród bestialskiego łomotu w klimatach Sadistic Intent czy Teitanblood jest instrumentalne Dormant Souls.
Jeśli chodzi o cover Possessed - słychać, że utwór jest autorstwa kogoś innego (tzn. nie AD), jednak jest ona tyle fajnie zagrany, że moim zdaniem nabrał nowej jakości (czy lepszej? nie polemizuję ani w tę ani w tamtą stronę).
Płyta robi bardzo dobre wrażenie, a kapela (wnioskując po własnym doświadczeniu) jeszcze lepiej wypada na gigach.
8,5/10
tak wizualnie prezentuje się kaseta
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz